wszyscyswieci | e-blogi.pl
_blog wszyscyswieci
wszyscyswieci 2018-11-01

Wszyscy święci. Co to tak naprawdę znaczy? Św. Paweł w liście do Efezjan pisze


 


(Ef 3, 2 -12)  „Bracia:Słyszeliście przecież o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica, jaką pokrótce przedtem opisałem. Dlatego, czytając te słowa, możecie się przekonać o moim zrozumieniu tajemnicy Chrystusa. Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię. Jej sługą stałem się z daru łaski Boga udzielonej mi przez działanie Jego potęgi. 


Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy. Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich – zgodnie z planem wieków, jaki powziął Bóg w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. W Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością, przez wiarę w Niego.”


 


Zatem wydaje się, że przynajmniej w tym sensie można powiedzieć, że święci to CI, którzy głosząinnym, że Bóg zbawia, a „Bóg zbawia” to inaczej Jeszua, czyli święci, to ci którzy głoszą innym Jezusa.  Czasami wydaje nam się, że święty to znaczy doskonały, ale słowo w tym sensie jest użyte w ewangeliach 3 razy.


 


Pierwszy raz w:


(Mt 5, 43-48) „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują;  tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski„


 


Można więc powiedzieć, że tu też chodzi o to, by głosić innym, nawet naszym nieprzyjaciołom, że Bóg może ich zbawić, oczywiście, jeśli uznają, że potrzebują Jego zbawienia, a to znaczy jeśli uznają swoją grzeszność. Bóg bowiem nie zmusza nikogo, żeby go wybrał, chociaż Jezus umarł za wszystkich.


 


Drugi raz w:


(Mt 19, 16-22) „A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?»  Odpowiedział mu: «Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania». Zapytał Go: «Które?» Jezus odpowiedział: «Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!» Odrzekł Mu młodzieniec: «Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?» Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego, Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego». Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: «Któż więc może się zbawić?» Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe».”


 


Tu też Jezus odwołuje się do miłości młodzieńca, która wyraża się przez uczynki miłosierdzia. Jest ona skonfrontowana z bogactwem, które nie zbawia.


 


Trzeci raz w:


Łk (3, 13-17) „ Lecz anioł rzekł do niego: «Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych - do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały”


 


I tu też sens pokazuje, że doskonali to Ci, którzy zachowują z innymi pokój, którzy są sprawiedliwi, jeśli chodzi o sprawiedliwość przed Bogiem to wszyscy potrzebujemy do zbawienia Jego łaski.


Niemniej takim sensie słowa święci,  to znaczy Ci, którzy głoszą że Bóg zbawia, bo kocha, jeśli oczywiście chce się przyjąć tę Miłość świadczy jeszcze inny fragment listu św. Pawła do Efezjan


(Ef, 3, 14-21) „Bracia: Zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego, by potężnie wzmocnił się wewnętrzny człowiek. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości zakorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Boga. 


Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej niż to, o co my prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen„


A także inny fragment:


(Ef 4, 7-13) ”Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. Dlatego mówi Pismo: Wstąpiwszy do góry wziął do niewoli jeńców, rozdał ludziom dary. Słowo zaś "wstąpił" cóż oznacza, jeśli nie to, że również zstąpił do niższych części ziemi? Ten, który zstąpił, jest i Tym, który wstąpił ponad wszystkie niebiosa, aby wszystko napełnić. I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa.”


Świętość polega więc na głoszeniu innych Chrystusa, a jak lepiej głosić niż przykładem, niż wcielając myśl w słowo, a słowo w czyn.


O uczynkach mówi Jezus do Piotra, gdy ten pyta go do kogo mówi słowa o czuwaniu:


(Łk 12, 39-48) Jezus powiedział do swoich uczniów:


«To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie przyjść ma złodziej, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie». 


Wtedy Piotr zapytał: «Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?» 


Pan odpowiedział: «Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby rozdawał jej żywność we właściwej porze? Szczęśliwy ten sługa, którego pan, powróciwszy, zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w sercu: Mój pan się ociąga z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; surowo go ukarze i wyznaczy mu miejsce z niewiernymi. 


Ów sługa, który poznał wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie poznał jego woli, a uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą».


Jezus mówi więc o czynieniu zgodnie lub nie z wolą Boga. Nasze uczynki są więc wyrazem postawy naszego serca, tego czy kochamy, a czas dany nam tu na ziemi jest po to byśmy się tej miłości nauczyli, na co wskazuje inny fragment ewangelii:


(Łk, 13, 1-9) „W tym czasie przyszli jacyś ludzie i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. 


Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jeruzalem? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie». 


I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”„


Drzewo poznaje się po owocach, a człowieka po jego Słowach i uczynkach:


(Mt 7, 12-16) „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!  Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach.”


                Jeśli chcemy więc być święci, czyńmy dobrze innym Słowem i czynem. A inaczej mówiąc głośmy Chrystusa, chrzcijmy w imię Ojca i Syna i Ducha św, a imię Jego „Jeszua”, to znaczy Bóg zbawia. W dzisiejszej ewangelii mówi:


(Mt 5, 3-12) „«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.


Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. 


Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. 


Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. 


Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. 


Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. 


Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. 


Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. 


Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie».”


Błogosławieni, którzy kochają tych, co są dla nich trudni. Błogosławieni, którzy są cisi, miłosierni, sprawiedliwi, ubodzy w duchu, świadomi tego jak bardzo potrzebują Bożego zbawienia, a więc swojej słabości. Po czym bowiem można poznać miłość, czy po tym, że kochamy, gdy jest nam z kimś dobrze, czy gdy kochamy gdy ktoś jest dla nas trudny. Jak mówią przytoczone już wyżej słowa Jezusa: „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski„


Kiedy to sobie uświadomiłem to zrozumiałem, że niewłaściwie podchodziłem do swego życia. Do tego momentu starałem się bowiem unikać sytuacji i ludzi trudnych i znajdować takie miejsca i sytuacje dla siebie, w których będzie mi łatwo, żyć i kochać. „Przecież to jest dobre pragnienie” myślałem. No tak, ale czy ja się wtedy uczę naprawdę kochać? Oczywiście każdy ma swoje tempo w tej nauce, ale jednak nie omija ona nikogo. Takie jest powołanie wszystkich świętych, a każdy z nas jest powołany miłości, czyli do świętości. Świadomi więc swojej słabości i grzeszności, tego, że to ofiara Jezusa usprawiedliwia nas i innych ludzi, głośmy, że Bóg pragnie naszego zbawienia, że za nas umarł, że jesteśmy stworzeni na Jego obraz, że mamy rozum, wolną wolę i zdolność do odpowiadania na Bożą Miłość, że jesteśmy powołani do zbawienia. Obyśmy podejmowali każdego dnia na nowo, do końca naszych dni nasze powołanie mając na uwadze słowa, które następują po błogosławieństwach.


(Mt 5, 13-16) „Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.”


W tym niech nam dopomaga Bóg, jak bowiem powiedział sam Jezus: 


(J 15, 5-17) „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.  To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. „


Wiara 2018-10-11

Wiara


Są tacy, którzy uważają, że o wielkości człowieka świadczy jego silna wola, ale myśl o tym, że wiara może wynikać w pewnej mierze z naszej woli wydaje się dla innych być gorsząca. A przecież Bóg stworzył nas byśmy w pełni stawali się ludźmi w Chrystusie. A to według mnie znaczy byśmy w pełni wykorzystywali najważniejszą właściwość miłości jaką jest wolność. Miłość jest bowiem dobrowolna, bo inaczej nie jest już miłością. I nasza wiara również jest aktem naszej woli, oczywiście poprzedzonym łaską Bożą, ale bez naszej woli Bóg do niczego nas nie zmusi. Z tego powodu według mnie Jezus mówi niedługo przed tym jak Judasz miał go wydać do swoich uczniów:


(J 6, 61-67)


„Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą». Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: «Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca». Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga». Na to rzekł do nich Jezus: «Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem». Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem - jeden z Dwunastu - miał Go wydać.”


Z tego co Jezus mówi pozornie mogłoby się wydawać, że to od woli Boga  zależy kto otrzymuje łaskę wiary, ale nie jest to właściwe zrozumienie, bo we wcześniejszych Słowach Jezus mówi:


(J 6, 35-40)


„Odpowiedział im Jezus: «Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.  Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym».” A czyż Bóg nie dał Jezusowi każdego człowieka? Ale to od człowieka zależy, czy on chce to uznać, czy sam chce się Bogu oddać. W duchu tych słów są również słowa św. Pawła z listu do Galatów.


Ga 3, 1-5


„O, nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo, czy z powodu posłuszeństwa wierze? Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem? Czyż tak wielkich rzeczy doznaliście na próżno? A byłoby to rzeczywiście na próżno. Czy Ten, który udziela wam Ducha i działa cuda wśród was, czyni to dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo, czy też z powodu posłuszeństwa wierze?”


Św. Paweł mówi tu o posłuszeństwie wierze, czyli o wysiłku woli by być posłusznym wierze. Z niej natomiast rodzą się dobre uczynki, dzięki którym Bóg ma większą możliwość by działać wśród nas cuda, podobnie jak Jezus gdy przyszedł do swojej miejscowości


(Mk 6, 1-6) „Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.”


Jak mówił jeden z moich spowiedników „jeśli chcesz wierzyć, to wierz”, to czyń dobro, podobnie zresztą jest napisane w księdze Wyjścia, gdy Izraelici zobaczyli, że gonią ich Egipcjanie i podnieśli do Boga krzyk.


(Wj,m 14, 15-16)


„Pan rzekł do Mojżesza: «Czemu głośno wołasz do Mnie? Powiedz Izraelitom, niech ruszają w drogę. Ty zaś podnieś swą laskę i wyciągnij rękę nad morze i rozdziel je na dwoje, a wejdą Izraelici w środek na suchą ziemię.”


Bóg, który wcześniej wyprowadził Izraelitów z Egiptu w tym momencie, gdy im było trudno nie usunął najpierw morza, ale powiedział by najpierw Izraelici zrobili krok, krok wiary.


Owoce 2018-10-10

Owoce


Każdy zna to pytanie „Co było pierwsze jajko czy kura?” A ja pytam się samego siebie, co jest pierwsze wiara w Boga czy dobre uczynki? A czy dobre uczynki mogłyby w ogóle zrodzić wiarę?


Św. Jakub pisze w swym liście apostolskim:


(Jk 2, 20)


„Chcesz zaś zrozumieć, nierozumny człowieku, że wiara bez uczynków jest bezowocna?”


Ale to jeszcze nie jest odpowiedzią na pytanie. Natomiast w przypowieści o siewcy Jezus mówi (Łk 8, 18) „Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”. Co według mnie w oznacza, kto słucha i wypełnia przykazania, to znaczy spełnia uczynki z nich wynikające, to jest mu dane większe zrozumienie i poznanie Boga, a zatem i większa wiara.


Podobnie sugerują słowa Psalmu 81


„Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, szeroko otwórz usta, abym je napełnił. Lecz mój lud nie posłuchał mego głosu, Izrael nie był Mi posłuszny. Zostawiłem ich przeto ich twardym sercom, niech postępują według swych zamysłów.”


O zatwardziałości pisze również św. Paweł w Liscie do Rzymian


(Rz 2, 5-8)


„Oto przez swoją zatwardziałość i serce nieskłonne do nawrócenia skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według uczynków jego:tym, którzy przez wytrwałość w dobrych uczynkach szukają chwały, czci i nieśmiertelności - życie wieczne; tym zaś, którzy są przekorni, za prawdą pójść nie chcą, a oddają się nieprawości - gniew i oburzenie”


A wydaje mi się, że najdobitniej mówi sam Jezus gdy tłumaczy apostołom dlaczego mówi do ludzi w przypowieściach


(Mt 13, 10 -17)


„Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano.  Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma.  Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją.  Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza7
Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, 
patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. 
Bo stwardniało serce tego ludu, 
ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, 
żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, 
ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. 
Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą.  Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli”.


 


Wydaje mi się więc, że można powiedzieć, że to uczynki wynikające z wiary rodzą większą wiarę, a brak uczynków mimo słuchanego Bożego Słowa prowadzi do zatwardziałości, która zamyka człowieka na wzrost wiary. I jest to w jakiś sposób logiczne, bo pewnych rzeczy nie można zrozumieć słuchając o nich, ale tylko gdy się je zacznie robić. Jeśli więc chcę wierzyć bardziej, powinienem czynić to co podpowiada mi wiara, inaczej bowiem na nią się zamykam.


 


Wydaje mi się tez, że o tym mówi Pan Jezys do uczniów, gdy prosza go by przymnożył im wiary. On wydaje się im mówić, róbcie to co z niej wynika, a wtedy ona wzrośnie


(Łk 17, 5-10)


„Apostołowie prosili Pana: «Przymnóż nam wiary!»  Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: "Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!", a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: "Pójdź i siądź do stołu?"  Czy nie powie mu raczej: "Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił?"  Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono?  Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać"». 


Maria i Marta 2018-10-09

Maria i Marta


 


Zaraz po przypowieści o Samarytaninie ewangelista Łukasz przywołuje odwiedziny Jezusa u sióstr Marii i Marty: (Łk 10, 38-42)


„W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domuMiała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie.  Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła».  A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele,  a potrzeba <mało albo> tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».„


Mimo tego, że wiara bez uczynków jest martwa dzisiejsza ewangelia chwali kontemplację Słowa Bożego a nie aktywność. Nie jest to jedyny fragment. Już od momentu kiedy Maria i Józef znaleźli Jezusa w świątyni Jezus podkreśla, że jest to miejsce Jego Ojca (Łk 2, 49) „«Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?»


Podobnie w innym miejscu gdy jego rodzina go szuka On mówi do tych, którzy go słuchają (Łk 8, 21) «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je». 


Ale tu znów pojawia się kwestia wcielania Słowa w czyn, podobnie jak w przypowieści o ziarnach, którą Jezus kilka wersów wcześniej wyjaśnia uczniom (Łk 8, 15) „W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość.”


A owoc w ewangelii to miłość wyrażająca się przez uczynki (Mt 7, 21-24) Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.  Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!" 
Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale..”


i miłosierdzie


Łk 6 (41-46) „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: "Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku", gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. 


Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc.  Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta.”


Może więc nie tyle chodzi o rywalizację kontemplacji i działania, a o wypełnianie woli Bożej. Gdy Jezus mówił do obu sióstr nie potrzebne było usługiwanie, gdy napadnięty przez zbójców leży na drodze nawet pielgrzymka do Jerozolimy jest mniej ważna. W każdym przypadku chodzi o to by rozpoznać do czego w danym momencie powołuje nas Bóg.


Samarytanin 2018-10-08

Łk 10, 25-37


Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 


Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» 


On rzekł: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego». 


Jezus rzekł do niego: «Dobrze odpowiedziałeś. To czyń, a będziesz żył». 


Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?» 


Jezus, nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. 


Pewien zaś Samarytanin, wędrując, przyszedł również na to miejsce. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. 


Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?» 


On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie». 


Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!»


 


To już druga sytuacja po wczorajszej Ewangelii kiedy ktoś chce wystawić Jezusa na próbę. Wczoraj chodziło o list rozwodowy. W obu jest użyte wyrażenie wystawić na próbę. Ale dzisiejsza sytuacja jest chyba nieco inna. Dziś uczony w Piśmie ewidentnie zna odpowiedź na pytanie, które zadaje Jezusowi, ale mimo to pyta. Chyba jednak nie dlatego, że chce go sprawdzić, złapać na błędzie, ale być może dlatego, że ma wyrzuty sumienia związane z wypełnieniem tego o czym mówi, bo zaraz sam udziela odpowiedzi na prośbę Jezusa, a chwilę później jak mówi Pismo usprawiedliwia się, więc chyba jakieś wyrzuty sumienia ma.


 


Ciekawsza jest jednak dla mnie dalsza część Ewangelii. Mowa jest w niej o napadniętym przez zbójców i o kapłanie, który „przypadkiem” przechodził drogą przy której leżał poszkodowany. Ciekawe jest słowo przypadkiem. Zwłaszcza w kontekście tego, że gdy jest mowa o Samarytaninie jest użyte słowo wędrować. A co to tak naprawdę znaczy? Mi się wydaje, że tek kto wędruje to czegoś szuka. A czego szukał samarytanin? Pismo podaje, że gdy zobaczył napadniętego wzruszył się głęboko. I dziś pomyślałem, że może właśnie Samarytanin szukał Jego. Oczywiście może też szedł do Jerozolimy, może szukał Boga, ale dziś przyszło mi do głowy, że skoro to Jezus jest samarytaninem, a jak sam mówi w innym miejscu (Mt 15, 24) jest posłany do owiec, które poginęły, to może szukał właśnie jego. Później samarytanin daje gospodarzowi, któremu powierzył opiekę nad poszkodowanym dwa denary. To kolejny fragment w Piśmie po przypowieściach po talentach i minach, w którym pojawiają się pieniądze i sam Jezus podaje przykład co z nimi należy zrobić, dzielić się z potrzebującymi. I podobnie jak w tych przypowieściach pojawia się motyw powrotu i rozliczenia. Jak sam uczony w piśmie mówi, te dwa denary są wyrazem miłosierdzia, które okazał poszkodowanemu Samarytanin. Miłosierdzie jest więc formą w jakiej powinniśmy realizować miłość bliźniego. Tym co mamy powinniśmy się dzielić z tymi, którzy potrzebują tego by żyć i zapewne nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne. Wydaje mi się, że tez to rozumiem, ale jakże często nie potrafię zrealizować, mam swoje sprawy, dobre cele, często pobożne jak kapłan i lewita. Przecież oni zapewne również zmierzali do Jerozolimy do świątyni, do Boga. Może też się bali, może nie wiedzieli co zrobić, bardzo łatwo jest minąć natchnienie Ducha świętego często objawiające się w „przypadkowych” zrządzeniach Opatrzności. Myślę, że tak jak uczony w Piśmie zapytał Jezusa, tak i ja muszę ciągle uświadamiać sobie jaka jest moja odpowiedź na pytanie czego szukam na drodze do Jerozolimy? 


Słuchaj 2018-09-24

(Łk 8, 5-8)


„Gdy zebrał się wielki tłum i z miast przychodzili do Niego; rzekł w przypowieściach:«Siewca wyszedł siać ziarno. A gdy siał, jedno padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki powietrzne wydziobały je. Inne padło na skałę i gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci.Inne znowu padło między ciernie, a ciernie razem z nim wyrosły i zagłuszyły je Inne w końcu padło na ziemię żyzną i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny». Przy tych słowach wołał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» 


W sobotę rozważałem ewangelię o siewcy i po raz pierwszy dotarło do mnie, a przynajmniej wydaje mi się, że dobrze rozumiem, co Jezus ma na myśli gdy wypowiada tak znane swoje słowa (Łk 8, 8) «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» Do tego momentu wydawało mi się, że Jezus po prostu prosi by go słuchać, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że słuchać to znaczy robić, to co Jezus mówi. Co prawda Jezus wyjaśniając tę przypowieść uczniom mówi o wierze, ale przecież jak mówi Pismo św. w innym miejscu (Jk 2, 14-24):


„Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie.  Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków. Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą. 
Chcesz zaś zrozumieć, nierozumny człowieku, że wiara bez uczynków jest bezowocna? Czy Abraham, ojciec nasz, nie z powodu uczynków został usprawiedliwiony, kiedy złożył syna Izaaka na ołtarzu ofiarnym? Widzisz, że wiara współdziałała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała. I tak wypełniło się Pismo, które mówi: Uwierzył przeto Abraham Bogu i poczytano mu to za sprawiedliwość, i został nazwany przyjacielem Boga. Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary.”


Jezus zresztą dalej mówi do uczniów objaśniając im przypowieść:


(Łk 8, 14-15) „To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu. W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość.”


Jaki zaś może być inny owoc niż uczynki? Przecież raczej nie większa wiara, ale bez uczynków?


Jezus dalej mówi (Łk 8, 16-18)


Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma».


Wydaje mi się, że słowa można te zinterpretować w duchu innych słów Jezusa (Mk 7, 20-23):


« Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». 


Taka jest więc moja wiara, bądź jej brak, takie będą i moje uczynki. Jeśli więc naprawdę słucham, czyli wcielam w czyn naukę Jezusa wtedy On objaśnia mi ją coraz bardziej zgodnie ze swoim słowami:


(Łk 8, 18) „Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma” A kolejne Słowa wydają się to potwierdzać (Łk 8, 19-21)  „Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je». 


Królestwo 2018-09-12

Dzisiaj dotarła do mnie przełomowa dla mnie myśl. Gdy myślę o Bożych przykazaniach, o nauce Jezusa to dochodzi do mnie jak bardzo wymowne są Jego słowa (Łk 17, 20-21)"Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: "Oto tu jest" albo: "Tam". Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest». I oczywiście rozumiem, że Jezus mówi o Królestwie, które On ze sobą przyprowadza, ale dziś pomyślałem, że to również dlatego, że my wszyscy jesteśmy stworzeni na Jego podobieństwo i że jako Kościół jesteśmy członkami Jego ciała, a w związku z tym to królestwo to jest królestwo relacji między nami. Jezus wielokrotnie podkreśla ważność relacji między ludźmi:


 


(Mt 18, 19-20) Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich». 


 


(1J 4, 20-21) „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego.”


 


W  tym świetle od razu widać sens grzechów głównych pychy, gniewu, zazdrości, które są grzechami w relacjach do Boga, drugiego człowieka i do siebie.


 


Nawet w przypowieści o minach władca daje swoim sługom miny, ale nie każdemu z osobna, ale wszystkim razem, wszystkim dla wspólnego pożytku, choć każdy rozlicza się osobno.


 


(Łk 19, 13) „Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: "Zarabiajcie nimi, aż wrócę". 


 


I oczywiście, a przynajmniej tak mi się wydaję,  miną, najcenniejszym darem, najcenniejszym talentem w Królestwie Jezusa jest Miłość.  I dlatego nie wystarczy, że ocalimy miłość do siebie samych, bo to będzie ta zakopana w ziemi mina, ale musimy ją pomnożyć, czyli musimy kochać bliźniego. A miłość wyraża się przez konkretny czyn, przez intencję a nie uczucie, dlatego wydaje mi się, że władca gdy rozlicza się ze sługą odwołuje się do konkretnych działań sługi a nie jego emocji.


 


 (Łk 19, 21-23)


„Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał". Odpowiedział mu: "Według słów twoich sądzę cię, zły sługo! Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał"


 


Tu nie chodzi o to, że Bóg jest surowy, bo nie jest, ale jeśli sługa Go za takim uważa, to dlaczego nie czyni zgodnie z tym co myśli i przekładając na moją interpretację tej przypowieści nie spełnia dobrych uczynków ze strachu? I znowu nie chodzi o czynienie dobra ze strachu, bo jak mówi św. Paweł gdybym całą majętność swą rozdał a miłości by nie miał, nic bym nie zyskał, ale chodzi o to, że jeśli chcemy kochać, to nie czekajmy na uczucia, ale czyńmy dobro, bo właśnie wtedy kochamy, nawet jeśli nie jest nam miło, ale chcemy kochać i czynimy dobro to właśnie kochamy. Liczy się nasza intencja i czyn, a niekoniecznie uczucie, ono jest pomocne, jest jak paliwo dla naszych uczynków, ale nasza Wola, którą otrzymaliśmy od Boga jest silniejszym paliwem.


 


I dziś doszło do mnie jak dużo zależy ode mnie, czy będę żył w Królestwie Bożym, że ono jest, może być już tu, teraz, w moich relacjach, jeśli zgodnie z przykazaniem Jezusa, ze względu na Miłość do Niego, ze względu na moje i podobieństwo mojego brata do Niego, będę go kochał.


 


(J 15, 12-14) ”To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.”


Obywatel 2018-09-11

Dziś w jednym z czytań liturgicznych, 1 Kor 6 św. Paweł pisze: "Czyż nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? A jeśli świat będzie przez was sądzony, to czy nie jesteście godni wyrokować w tak błahych sprawach? Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów?"


Fragment ten od razu skojarzył mi się z przypowieścią o minach, w której Jezus swoje dobre sługi nagradza stawiając ich nad miastami, którymi mają zarządzać. Każdy ze sług dostał po jednej minie, ale jeden pomnożył ją i uzyskał 10 min, a inny 5 i w zależności od tego każdy otrzymał inną władzę nad miastami w Królestwie swego Pana.


(Łk 19, 11- 27)
Gdy słuchali tych rzeczy, dodał jeszcze przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.  Mówił więc: «Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić.  Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: "Zarabiajcie nimi, aż wrócę".  Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: "Nie chcemy, żeby ten królował nad nami".  Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał.  Stawił się więc pierwszy i rzekł: "Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min". Odpowiedział mu: "Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami!" Także drugi przyszedł i rzekł: "Panie, twoja mina przyniosła pięć min". Temu też powiedział: "I ty miej władzę nad pięciu miastami!"  Następny przyszedł i rzekł: "Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał".Odpowiedział mu: "Według słów twoich sądzę cię, zły sługo! Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał.  Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał".Do obecnych zaś rzekł: "Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min".Odpowiedzieli mu: "Panie, ma już dziesięć min"."Powiadam wam: Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.  Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach"». 


Jak widać każdy z dobrych sług otrzymał prawo sądzenia i władania w Królestwie swego Pana, różną w zależności od min, które uzyskał pomnażając tę jedną, którą otrzymał. I pomyślałem, że może te fragmenty wskazują na to, że choć nie można porównywać świętych, bo każdy z nich jest w niebie zjednoczony z Bogiem, to może rzeczywiście, w zależności od tego ile każdy z nich rozmnożył w swoim życiu z tej jednej miny, którą otrzymał to Bóg daje mu inną odpowiedzialność, inną funkcję wobec dusz tu na ziemi? Nie chodzi mi tu o hierarchię, ale o organizm o ciało Chrystusowe, którego święci są członkami. Każdy pełni inną funkcję. Może z jednej strony każdy jest do czegoś powołany i dlatego w przypowieści o talentach już na starcie jeden otrzymuje jeden talent inny dwa a inny pięć, ale zarazem ma znaczenie, czy pomnoży się to w dwójnasób, trójnasób czy dziesięciokrotnie? Może w zależności od tego ile się otrzymało i ile się w stosunku do tego pomnożyło Bóg nie tyle daje inne miejsce w niebie (w sensie bliżej lub dalej od siebie), ale inną funkcję? Tak właśnie jak w organizmie, gdzie jest wiele członków, ale każdy jest ważny. Może to zgadzałoby się z tym co św. Paweł pisze liście do Koryntian (12, 12-31): „ Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem.  Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne [członki].  Jeśliby noga powiedziała: «Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała» - czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała?  Lub jeśliby ucho powiedziało: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała - czyż nie należałoby do ciała?  Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył [różne] członki umieszczając każdy z nich w ciele.  Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało?  Tymczasem zaś wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzebna», albo głowa nogom: «Nie potrzebuję was».  Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze;  a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała,  a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem.  Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki.  Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami.  Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów?  Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?  Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą.”


Dalej św. Paweł pisze znany hymn o miłości, w którym nic, żadna ofiara i mądrość, bez miłości nie ma znaczenia. A ona sama będzie poznana dopiero przy zjednoczeniu z Bogiem. Wydaje mi się więc, że to jest najmądrzejsze by po prostu kochać, ze wszystkich sił, a czy otrzymałem na starcie jeden talent czy dwa, czy pięć, to okaże się gdy spotkam się z Panem. Po mojej stronie leży natomiast to by tym co otrzymałem dzielił się z innymi, pomnażając w ten sposób dobro i w ten sposób pozyskiwał ich dla Pana. Przecież w ten sposób każdy z nas staje się niejako przewodnikiem dla innych mieszkańców Królestwa Bożego. Im więcej zaś dobra uczynimy tym więcej będzie jego obywateli.



Syn 2018-09-11

Ostatnio doświadczyłem czegoś niezwykłego. Ktoś po kim jeszcze rok temu bym się nie spodziewał, że będzie podzielał moje wartości, poglądy, podejście do rzeczywistości pokazał mi, że stał się w tym wszystkim jeszcze bardziej gorliwy niż ja. Gdy to do mnie doszło w moim sercu zapłonęła duma, ale nie pycha, że ktoś mnie naśladuje, ale duma, że jest ktoś kogo mogę podziwiać, kim mogę się zachwycać, bo oto jego serce bije jeszcze mocniej niż moje w rytm, który tak kocham. I wtedy pomyślałem, że jeśli ja tak mam, to jak bardzo Bóg musi być dumny i kochać tych, którzy stają się jak Jego Syn, jak bardzo musi kochać i być dumny z tych, którzy pragną pełnić Jego Wolę, jaka to musi być dla niego radość, jak wielką miłość wznieca to w Jego Ojcowskim sercu.


Płaszcz 2018-09-09

Jk 2, 1-5


Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie1 człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: «Usiądź na zaszczytnym miejscu!», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego!», to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?”


Gdy czytam te słowa uświadamiam sobie po raz kolejny, że Bóg kocha ubogich, bo oni są podobni do Niego. Przecież Jezus ogołocił się ze swego bóstwa i przyjął postać człowieka, stał się naszym sługą i do dziś oddaje się nam w niewolę miłości, gdy na ołtarzu na słowa kapłana pokornie wciela się cały w małą hostię. Gdy o tym myślę zawsze rozumiem, że moim celem powinno być ubóstwo. Wtedy jednak przypominam sobie, że Jezus miał płaszcz z frędzlami, którego chwyciła się kobieta cierpiąca na krwotok (Mt 9, 21) „Bo sobie mówiła: Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa.” A frędzle u płaszcza były oznaką funkcji uczonego zgodnie ze słowami samego Jezusa


(Mt 23, 2-6) „«Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach.” Potwierdzenie tego, że płaszcz Jezusa był cenny zdaje się być w opisie jego męki na Golgocie


(J 19, 23-24) „Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu.”


Tunika to być może właśnie płaszcz. Ale co to właściwie oznacza? To jedynie, że Jezus był nauczycielem i zgodnie ze swoją funkcją miał płaszcz, niektórzy zresztą uważają, że utkany przez swoją matkę. Czy wydaje się to trudne do uwierzenia? Mi nie. Rozumiem z tego, że ubóstwo, z którym się Jezus przecież nie afiszuje mówiąc „Zobaczcie z czego dla was zrezygnowałem” oraz wolność serca od przywiązań w myśl jego słów (Mk 6, 9)”«Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!» nie oznacza braku szacunku dla bliźnich. Przecież był posłany do wszystkich, także do faryzeuszów, do celników, do chromych, chorych, do zwykłych ludzi, którzy oceniają innych po wyglądzie i dbał o przyzwoitość swojego stroju. Nie było w tym bogactwa i przywiązania do rzeczy materialnych, ale zdrowy rozsądek, korzystanie z tego co potrzebne i konieczne. Mi oczywiście łatwo jest się w takim myśleniu zgubić, ale w tym właśnie fascynuje mnie Chrystus, który potrafił tak doskonale łączyć życie ludzkie z życiem Bożym, który potrafił służyć, choć był mistrzem, który się nie wywyższał i nie chełpił swoją pokorą, nie przywiązywał do nikogo, ale zarazem od nikogo się nie odwracał, miał czyste serce i sam nie pełnił wolę swoją, ale Wolę swego Ojca. Jak pisze o Nim św.Paweł (2 Kor, 8, 9) „będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić”. Obym chciał przyjąć na siebie Jego ubóstwo, posłuszeństwo i czystość.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]